21 maja 2018

Jak długo potraficie czekać?

Widno. To spokojne, małe miasto. Rzadko, kiedy mają miejsce tu jakieś sensacje. Zwykle ludzie zachwycają się festynami lub Drogą Krzyżową, w której mogą uczestniczyć wędrując przez całe miasto.
Każdy zna każdego.
Chociaż była taka jedna historia...
Jedna dziewczyna została zamordowana, ale wszyscy żyli w przekonaniu, że popełniła samobójstwo. Nazywała się Lena Pasterska.
Jej przyjaciółka, Adelajda odkryła prawdę. Okazało się, że Lena została zamordowana przez własną matkę.
Miasto żyło tym przez kilka miesięcy.
Ale wydarzyło się to trzy lata temu.
Teraz na nowo w tej dziurze jest spokojnie i cicho. Nic się nie dzieje.
Na jak długo?



- To pani - powiedziałam zdumiona.
Młoda kobieta odwróciła się w moją stronę i posłała mi szeroki uśmiech. Uparła się biodrem o ladę i założyła ramiona pod biustem.
- To ja - odparła rozbawiona i wyciągnęła w moją stronę dłoń, na której zauważyłam pierścionek zaręczynowy - Adelajda Linda, bardzo mi miło.
- Gabriela Modrzejewska - przedstawiłam się zakłopotana swoim wcześniejszym zachowaniem - Przepraszam, chodziło mi o to, że dużo o pani słyszałam...
- O moim ślubie czy pracy bez studiów? - sprecyzowała uśmiechnięta.
- O - zaczęłam niepewnie - zabójstwie Leny Pasterskiej.
Twarz kobiety zastygła, a kąciki jej ust powoli zaczęły opadać. Spojrzała na mnie unosząc jedną brew.
- To znaczy... - zaczęłam gorączkowo szukać jakiejś wymówki. Byłam mocno zakłopotana, że zaczęłam taki temat, ale na ustach Adelajdy uformował się kolejny mały uśmieszek.
- Rozumiem - pokiwała głową, a chłopak za ladą położył jej dłoń na ramieniu. Brunetka odwróciła się w jego stronę i posłała kolejny serdeczny uśmiech, kiedy wręczał jej prawdopodobnie kawę w papierowym kubku - Dzięki temu śledztwu dostałam pracę od razu po zdaniu matury.
- Miałaby pani chwilkę? - zapytałam. Jeśli to moja jedyna szansa. Nie mogę jej zmarnować.
- Jasne - wzruszyła ramionami i rozejrzała się po lokalu. Nie oglądając się czy idę za nią, ruszyła do wolnego stolika przy oknie. Rozsiadła się na fotelu i skinęła na mnie ręką. Do tej pory stałam jak słup soli wpatrując się w nią, ale szybko się ogarnęłam i usiadłam na fotelu na przeciwko niej.
- Mój kolega... zginął tydzień temu - zaczęłam - Nie znaliśmy się dobrze. Chodziliśmy wyłącznie do tej samej klasy. Zginął w pożarze.
Kobieta upiła łyk swojego napoju i pokiwała głową zamyślona. Nie patrząc na mnie kiwnęła ręką, że mam kontynuować.
- Nazywał się Leon Zabłocki. Nie był typem chłopaka, którego przyprowadza się na niedzielny obiad do rodziców dziewczyny. Do szkoły nie raz przychodził zjarany. Jestem pewna, że nie palił tylko trawki. Alkohol był drugim najlepszym przyjacielem, zaraz po narkotykach. Ale nie wagarował. Jechał w szkole na trójach. Był przeciętny, tylko woda sodowa uderzyła mu do głowy. Nauczyciele nigdy niczego nie zauważyli. Pewnego dnia przyszedł do szkoły czysty. Wszyscy przyzwyczaili się do jego powiększonych źrenic, ale tamtego dnia nie można mu było niczego zrzucić. Zachowywał się inaczej. Cały dzień chodził uśmiechnięty. Zamiast znikać na przerwach na fajkę, rozmawiał z nami pod drzwiami klasy. Był bardzo sympatyczny i uprzejmy do nauczycieli. Zwykle siedział cicho i odzywał się, tylko wtedy, kiedy to było konieczne. Ale tego dnia nikt nie wiedział, co się z nim stało. Po zajęciach kilku chłopaków chciało go gdzieś wyciągnąć, ale stanowczo im odmówił tłumacząc, że ma już plany. Następnego dnia dowiedzieliśmy się, że nie żyje.
Jeśli ktoś mógłby wyczytać z twarzy Adelajdy Lindy, co w danej chwili myśli, musiałby być conajmniej Bogiem.
Kobieta siedziała patrząc zadumana w okno. Nie odwróciła wzrok nawet na sekundę i nie mrugnęła ani razu. Przypominała figurę woskową.
Nagle, bez ostrzeżenie spojrzała na mnie.
- A ty uważasz, że ktoś tego chłopaka zabił, prawda?
Przełknęłam głośno ślinę.
- To dziwne, nie uważa pani? - zapytałam.
- Według ciebie ktoś go zabił? - powtórzyła pytanie.
Spojrzałam jej w oczy i splotłam palce pod stołem. Wpatrywałam się chwilę w jej zielone tęczówki.
- Tak - mruknęłam.
- Może ktoś go zabił - odparła opierając łokcie na stole - A może nie. Nie znam szczegółów tej historii. A uwierz mi, że te małe duperele są kluczem do sukcesu - westchnęła głęboko i zdjęła okulary z twarzy, uciskając nasadę nosa - Moja przyjaciółka została zamordowana, ale jej zabójca sprawił, że każdy myślał, że popełniła samobójstwo - przerwała na chwilę, by sprawdzić czy jej słucham - W tym wypadku zabójca upozorował wypadek. Co było przyczyną pożaru?
- Włączona kuchenka - odpowiedziałam bez wahania - Mówią, że odgrzewał sobie obiad. Poszedł. Zapomniał. Zginął.
- Był w domu sam? - dopytała.
- Matka była w pracy, a ojciec wyszedł na spotkanie z klientem dwadzieścia minut przed zdarzeniem.
- Miał jakichś wrogów?
- Z tego, co wiem nie miał żadnych długów u dilerów. Rodzice nie byli biedni.
- Posłuchaj, Gabriela. Kiedy zginęła moja przyjaciółka, podejrzewałam o jej zabójstwo swoich najbliższych przyjaciół. Każdego po kolei posądzałam o morderstwo. Nie mogę ci pomóc, ponieważ za pół roku wychodzę za mąż - pokazała swoją dłoń z pierścionkiem zaręczynowym -  Z narzeczonym za tydzień wyprowadzamy się do Torunia. Ale mogę ci coś doradzić. Jeśli ktoś zabił Leona, musiał pozostawić ślady. Wszystko, co teraz zobaczysz musisz analizować dwa razy. Miej oczy szeroko otwarte i nie bądź obojętna na drobnostki. Czekają cię ciężkie chwile. Sama musisz wiedzieć komu możesz zaufać, a komu nie. Pamiętaj, że nikt nie zabija bez powodu. Nie masz gwarancji, że odkryjesz kto jest mordercą. Nie masz gwarancji, że rzeczywiście to było morderstwo. Sama musisz odpowiedzieć sobie na pytanie czy warto. Możesz dużo stracić, a to wszystko nie sprawi, że Leon będzie żył. Jesteś gotowa na rozczarowania, kłamstwa, pomyłki, bezsensowne działania? Jeśli twoja determinacja i zdrowy rozsądek mówią "tak", to uczucia schodzą na drugi plan. Ja Lenę znałam od dzieciaka, twoja sytuacja jest trudniejsza. Potrzebujesz pomocy - wyciągnęła z kieszeni paragon, a z torebki szminkę, po czym zapisała coś na kawałku kartki. Na paragon położyła serwetkę, aby szminka się nie rozmazała i zgięła kartkę na pół. Położyła ją na przeciwko mnie. Spojrzałam na kobietę, która wstała z miejsca i wzięła papierowy kubek w dłonie.
- Jeśli go znajdziesz, jestem pewna, że nie dasz plamy - uśmiechnęła się kładąc mi dłoń na ramieniu - Życie nie zawsze jest tym, czym powinno być. Przeczytaj to dopiero, kiedy będziesz pewna, że chcesz się w to zaangażować. Pamiętaj, że później nie będziesz mogła się wycofać, bo ta sprawa nie da ci spokoju i będzie domagała się ciągłej uwagi. Powodzenia.
Nim się obejrzałam Adelajda była już przy drzwiach i żywo machała do chłopaka za ladą, który przygotował jej zamówienie. Pokiwał do niej serdecznie na pożegnanie. Muszą być przyjaciółmi. Kobieta spojrzała jeszcze w moją stronę i podniosła do góry swój napój, jakby wznosiła toast.
Uśmiechnęła się chytrze i wyszła z kawiarni wyrzucając do kosz na śmieci papierowe naczynie.
Schowałam do kieszeni dżinsów paragon, który zostawiła mi Adelajda.

22 marca 2018

Rozdział 20 - Może spróbujemy?

3 tygodnie później...

- Oto jest i on! - wykrzyknęłam wchodząc do kawiarni, tym samym przykuwając uwagę ludzi siedzących przy stolikach.
Kamil z tacą w ręku spojrzał na mnie i Rozalię, która wręcz chowała się za moimi plecami.
- Ja? - upewnił się, a ja podeszłam do niego, wieszając mu się na szyi. Musiał odsunąć rękę z tacą i poklepał mnie nieporadnie po plecach. Odsunęłam się od niego i posłałam szeroki uśmiech.
- Znajdziesz dla nas chwilę czasu? - zapytałam, szukając wolnego stolika.
- Dzisiaj nie brałem przerwy, więc może uszczknę dla was pięć minut - odpowiedział i podrapał się po karku zmieszany.
- Cudownie - westchnęłam radosna i skierowałam się do stolika z trzema fotelami przy oknie. Po drodze odwiesiłyśmy nasze płaszcze na wieszaku przy drzwiach.
- Niepotrzebnie go zapraszałaś - burknęła Rose, rozsiadając się na fotelu.
- O co ci chodzi? - fuknęłam, a ta wytrzeszczyła na mnie oczy - Gościu oblał cię kawą, a zachowujesz się, jakby wybił ci całą rodzinę rakietką tenisową.
Już chciała zaprzeczyć, ale ja uniosłam rękę do góry, uciszając ją.
- Jest zabawny, sympatyczny i nie brzydki - wymieniałam za palcach - Skreśliłaś go i znienawidziłaś przez jedną wpadkę. Nie zachowuj się jak obrażona księżniczka, której korona spadła z głowy, tylko pozbierają swoją majestatyczną dumę z chodnika i przekonaj się do niego.
Rozalia westchnęła zrezygnowana.
- Okay - powiedziała cicho, a ja wyprostowałam się ucieszona i zobaczyłam zmierzającego w naszą stronę Kamila z dwoma kawami na tacy.
- Nic nie zamawiałyśmy - zaprotestowałam, a on wzruszył tylko ramionami i podał każdej z nas latte, po czym usiadł na trzecim fotelu.
- Skąd wiedziałeś? - zapytałam podekscytowana, a ten zmarszczył swoje krzaczaste brwi. Wyciągnęłam gazetę z torebki i podałam mu ją. Na pierwszej stronie opisano o dramacie rodziny Pasterskich. W telewizji ciągle o tym trąbią, a rozprawa sądowa przeciwko Alicji Pasterskiej odbędzie się za tydzień.
Ja i Rozalia będziemy zeznawać w roli świadków.
- Przysłuchiwałem się waszym rozmowom - odparł niewinnie - Poczułem się jak James Bond i snułem własne teorie, które wam później dyskretnie podkładałem. Widzę, że na coś się przydałem.
- Dzięki tobie załapałyśmy właściwy trop. - odparłam - Nawet się nie zorientowałam, że możesz wiedzieć coś na temat tej sprawy. Jesteś moim mistrzem.
- Czyli wyszło, że to matka ją zabiła? - zapytał retorycznie, a my skinęłyśmy głowami - Kurczę, a przez cały czas miałem nadzieję, że to Rozalia.
Roześmiałam się, a oburzona dziewczyna z wrażenia zdjęła okulary.
- Chciałam się z nim dogadać, ale naprawdę się nie da!
- Myślałem, że nadal mnie nienawidzisz i wykluczasz ze społeczeństwa - odparł zaskoczony.
- W końcu nie wybiłeś mi rodziny rakietką tenisową - przytoczyła moje słowa - więc powinniśmy spróbować rozmawiać w cywilizowany sposób.
- Jesteście siebie warci - oznajmiłam z uśmiechem.
- Może spróbujemy? - zapytał Kamil nieśmiało patrząc na Rozalię.
- Czego? - zapytała zdezorientowana.
- Może wyszlibyśmy gdzieś razem? - spalił buraka.
- Czy ty właśnie zaprosiłeś mnie na randkę? - zapytała z lekkim uśmiechem - A gdzie limuzyna, bukiet czerwonych róż i garnitur? - zażartowała.
- Może kiedyś - wzruszył ramionami.
- Idźcie razem na kawę - zaproponowałam, gdyż ich znajomość od kawy się zaczęła.
- Może spacer na początek. Nie szalejmy tak - powiedziała, Rose.
Uśmiechnęłam się do siebie, kiedy zaczęli rozmawiać o jakimś wydarzeniu i okazało się, że mają takie same zdanie na jego temat.
Ich przeznaczeniem było się spotkać.
Spojrzałam za okno kawiarni na ludzi, którzy biegali po ulicy śpiesząc się na autobus lub do pacy. Widziałam kilku nastoletnich chłopaków goniących się po chodniku i grupkę dziewczyn, które obserwowały ich uważnie.
Patrzyłam na wysokiego chłopaka, który ściągnął czapkę z głowy swojemu młodszemu bratu. Samochody jeździły w tą i z powrotem. Jedne droższe i nowsze, drugie tańsze i starsze. Wiatr sprawiał, że na kałużach po roztopionym śniegu, pojawiały się małe fale.
Było szaro, mokro i zimno.
Ciekawe czy to właśnie czuła Lena? Czy bardzo cierpiała?
Dwa miesiące temu chciałam wiedzieć, co wydarzyło się tego pamiętnego czwartego stycznia. Dzisiaj cieszę się, że znam prawdę, która zbliżyła moich przyjaciół do siebie, a sekrety, które stały między nami zniknęły na zawsze.
Każde z nas ma swoje życie i go nie marnuje. Bo historia Leny nauczyła nas, że nie można zmarnować ani chwili tego cennego czasu, który został nam podarowany.
Życie jest krótkie.
Nie zawsze łatwe.
Czarne i białe.
Trzeba znaleźć w nim szarość.
Pamiętajmy, że mamy wokół siebie ludzi, w których albo znajdziemy wrogów, albo przyjaciół, którzy staną za nami murem, a nawet pomogą w jego budowie cegiełka po cegiełce.
Będziemy mieć wrogów. Będziemy mieć przyjaciół.

Rodzimy się, by żyć.
Żyjemy, żeby biec.
Biegniemy, aby upadać.
Upadamy, by się podnosić.
Podnosimy się, żeby biec dalej.
Biegniemy dalej, aby zdobywać.
Zdobywamy, by czuć.
Czujemy, żeby żyć.

Na finiszu musisz i tak się doturlać do końca.

Życie nie zawsze jest tym czym powinno być.
Ale hej? Ktoś przy narodzinach dał twojej matce gwarancje, że będzie lekko i sympatycznie?
Otóż nie. Czasami uczucia kurewsko bolą, ale czy to takie złe?
Boli?
No i fajnie.
To znaczy, że żyjesz.
Boli tak, że nie możesz wytrzymać?

No i co ja ci poradzę?

Takie standardy.

Dziękujemy serdecznie za przeczytanie tego czegoś, tego... Pod Lodem! 
Cieszymy się, że pod postami jest po około 30 komentarzy, cieszymy z ponad 30 000 wyświetleń. Ostatnio robiłyśmy z Alą research i blogi z opowiadaniami są naprawdę malutkimi blogami, więc jesteśmy mega zadowolone, że ten projekt po tylu latach wyszedł na tai duży odzew.
Super, jesteśmy mega wdzięczne... a kontynuacji nie mówię nie, ale tylko wtedy, gdy będę wiedziała, że na nas czekacie. Dacie nam czas. I nie uciekniecie. Tylko wtedy, jeśli będziemy wiedziały, że robimy to dla kogoś!
Chciałybyśmy mieć z wami jakiś stały kontakt, macie jakieś propozycje? 

Jak na razie...
odmeldowujemy się!

Ashley&Mery (spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, na zawsze)

10 marca 2018

Rozdział 19 - Co w rodzinie, to nie zginie.

Fakty nie przestają istnieć z powodu ich ignorowania
~ Aldous Hux Ley

Ul. Polna 16, godz. 16.30. Przyjdź jeśli chcesz dowiedzieć się, co się stało z Leną Pasterską. 
Nigdy nie popełniła samobójstwa, została zamordowana. 

Wysłałam dodatkową wiadomość do Henryka, żeby zabrał ze sobą Mateusza. Nie chcę do niego dzwonić i wszystkiego tłumaczyć. Do nikogo nie chcę dzwonić. Dowiedzą się wszystkiego, kiedy przyjdą. Tylko wtedy.
Otrzymałam pięć wiadomości zwrotnych.
Wszyscy byli zaniepokojeni. Zapewniali, że już jadą, idą, lecą, a każdy prosił o więcej wyjaśnień. Wszyscy dowiedzą się jak było naprawdę. Muszą być tutaj w pełnym składzie, inaczej mój plan zostanie spisany na straty.
Wykonałam tylko jeden telefon, ale był on konieczny. Do osoby, która zajmie się tą sprawą, jak należy.
Byłam pierwsza na miejscu spotkania i siedząc na kamieniu oczekiwałam moich przyjaciół.
Chociaż po tym wszystkim, nie wiem czy mogę nadal ich tak nazywać. Każdy mnie oszukał i każdy miał jakieś tajemnice. Ja też nie jestem bez winy. Śmierć Leny oddaliła nas od siebie, a ukrywane sekrety poróżniły nas. Jestem ciekawa, co stanie się po tym wszystkim. Czy będzie jak dawniej?
Myślę, że nic nie będzie już tak jak kiedyś, ale zawsze można mieć nadzieję.
Jeśli się postaramy? Kto wie...
Tyle razy o tym myślałam. Podczas tego miesiąca pełnego błędnych tropów, oskarżeń, poszukiwań, bolesnej prawdy, pięknych kłamstw, poszlak i chęci zemsty wyszło na to, że miałam racje.
To co robiłam przez cały ten czas nie poszło na marne, nie myliłam się. Pomiędzy tymi błędnymi podejrzeniami czaiły się prawidłowe odpowiedzi. Wskazówki, których nie dostrzegałam na pierwszy rzut oka. Ale wszystko składa się w jedną, spójną i logiczną całość.
Ostatni podejrzany i nie mam, co do niego wątpliwości.
Analizowałam to kilkanaście razy, mam dowody i będę miała ich więcej, gdy pojawią się tutaj wszyscy.
W ręku obracałam białą kopertę, której zawartość czytałam tak wiele razy, że znam ją na pamięć.
Dowód kluczowy.

Morderca

Zapraszamy Was serdecznie na wielki finał "Pod lodem" - dzisiaj 10.03.2018 r. 
Na rozdział 19, który powie wszystko tak naprawdę. Nie pozostawi żadnych wątpliwości. Pojawi się uzupełniający rozdział 20 w tygodniu, tak jak obiecałam 20 rozdziałów (nielicząc prologu). 
No i moi drodzy piękny wylew komentarzy pod 18-tką! Byłam zafascynowana toczącą się dyskusją na temat Wiedźmina, no rewelacja! 
Postaram się dzisiaj poodpowiadać na wasze komentarze pod poprzednim rozdziałem.
Dzisiaj się wszystko wyjaśni, tak coś myślę, że w 97% uda mi się was zaskoczyć. Pracowałam nad tym zaskoczeniem prawie 8 miesięcy.

Dzisiaj o 19.00. 

Później przez godzinę oglądam Postaw na milion XD i macie czas, żeby napisać masę komentarzy!

Do zobaczenia
Ashley x

4 marca 2018

Rozdział 18 - Nagle jest wszedzie, nawet jak go nie ma?

Prawda cię wyzwoli, ale najpierw nieźle wkurzy 
~ John Maxwell

- Dzień dobry. Nazywam się Jan Ryzyk i dzisiaj opowiem wam... chciałbym wam troszeczkę opowiedzieć o grach komputerowych i uzależnieniu od gier. Troszeczkę o telefonach, jeśli zdążmy. No okay, ale na początek zapytam was, czy każdy gracz jest uzależniony?
Na sali słychać było pomruki różnych opinii. Już spieszę z wyjaśnieniami, o co chodzi. Dzisiaj pięknego poniedziałkowego dnia zorganizowano prelekcje dla klas trzecich liceum o uzależnieniu od elektroniki.
- Nie wszyscy gracze są uzależnieni, ale każdy może się uzależnić. Podstawowym problemem gier komputerowych, wcale nie jest krew na ekranie. Podstawowym problemem gier komputerowych jest to, że w grę od osiemnastu lat grają siedmiolatkowie. W tajemnicy wam powiem, że na pudełku nie ma ograniczenia wiekowego bez powodu, a rodzice niczego z tym nie robią tylko mówią "Mój syn gra, ale tata siedzi obok". No dobra, ale co z tego, że rodzic siedzi obok? Co zasłoni mu oczy, gdy będą treści dla dorosłych? Ja nie wiem w takim razie, co widzi dziecko grające w GTA bez treści dla dorosłych, pasek ładowania? O! A najlepszy tekst od rodziców jaki usłyszałem to jest mit przechodzący z pokolenia na pokolenie. Moi rodzice wmawiali to swoim rodzicom, ja wmawiałem to moim rodzicom i wy wmawiacie to swoim rodzicom. Gry komputerowe uczą języka angielskiego. Bo jak ja powiem "Shoot him" to będzie angielski na poziomie. A jeszcze lepsza ściema to, kiedy słyszę, że gry komputerowe historyczne uczą historii. Z jednej się nawet dowiedziałem, że Hitler był mechanikiem. No ja w takim razie zachęcam do zdawania rozszerzonej matury z historii. Zapewniam jesteście przygotowani.

27 lutego 2018

Rozdział 17 - Widzisz czy nie widzisz?

Nie pytaj, to ci nie nakłamią 
~ John Maxwell Coetzee

Stoję pochylona do przodu i przygotowana na każdą niespodziankę ze strony przeciwników. Obserwuję ich każdy ruch. Każde nieprzychylne spojrzenie. Przygotowuję się na mocne uderzenie. Ta dziewczyna ma tendencję do mocnych uderzeń. Lubi próbować nowych ciosów, szczególnie takich żeby nikt nie mógł się przed nimi obronić. Wkłada w to całą swoją siłę, pasję i serce. Wszyscy wiedzą, co nastąpi za chwilę i każdy jest na to przygotowany. Nie możemy przegrać tej akcji. Pot spływa po mojej skroni i wzdłuż kręgosłupa, ręce opieram o uda i dyszę ciężko z wysiłku, moje oczy rejestrują każdy najmniejszy ruch w pobliżu dwudziestu metrów. Dziewczyna, która przystępowała do ataku to Roksana. Rozciągała palce, nadgarstki i przechylała na boki tak, że dało usłyszeć się strzyknięcia kości. Nikt nie śmiał odezwać się słowem. Wszyscy trwaliśmy w tej ciszy pełnej napięcia, a jedyny dźwięk jaki dobiegł do moich uszu to kroki Roksany i wcześniej zapowiedziane, przewidywalne - mocne uderzenie.

16 lutego 2018

Rozdział 16 - Rodzinne przepychanki.

Można mieć ochotę zakatrupić swojego brata, ale w końcu się tego nie robi.
~ Todd Strasser

Przerażona dziewczyna mrugała powiekami, jakby co najmniej miała jakiś tik. Otworzyła lekko usta, a jej wargi drżały. Była blada jak ściana, oczy otworzyła szeroko.
No pewnie Sara.
Potrzebuje teraz tylko, żeby cię ratować jak dostaniesz zawału.
Tylko tego mi brakuje do szczęścia.
 - Ale ja nic nie zrobiłam - wydusiła słabym głosem.
 - Nic? - zapytałam z drwiną.
Słyszałyśmy cały przebieg jej rozmowy. Sama przyznała się, że jednak coś zrobiła Lenie.
Tylko nie wiemy co.
 - Przysięgam - zastrzegała się rozpaczliwe, a jej głos zadrżał. Oparła się plecami o samochód i skrzyżowała ramiona na piersi cała roztrzęsiona.
 - To wyjaśnij nam, o co tu chodzi - powiedziała spokojnie Rose.
Zmierzyłam Rudą krytycznym spojrzeniem i czekałam na marne tłumaczenie z jej strony. Krew się we mnie gotowała.
Ja już wydałam osąd.
 - Zabiłaś ją - wysyczałam i zmierzyłam najbardziej pogardliwym spojrzeniem, na jakie mnie było stać.

13 lutego 2018

Rozdział 15 - Zmienia chlopaków jak rekawiczki.

By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd.
 ~ Stanisław Jerzy Lec

- No to, jak to działa? Kim oni dla siebie są? - zapytała Rozalia.
Wzięłam dużego gryza kanapki i wzruszyłam ramionami.
- Nie bez powodu nakręcili o nich serial. Kendall Jenner, Kim Kardashian i reszta są siostrami przyrodnimi, ale ja nie wiem jak to dalej idzie.
Dokończyłam kanapkę i próbowałam wzrokiem namierzyć kosz na śmieci. Na moje nieszczęście najbliższy znajdował się koło toalet, do których jest około dziesięć metrów. Jeśli chciałam wyrzucić papierek, musiałam podnieść się z ziemi, podejść do śmietnika i wrócić z powrotem.
To za bardzo skomplikowana operacja przy moim lenistwie, więc schowałam papierek po drugim śniadaniu do plecaka. W tym samym czasie Rose oddała mi mój telefon.
Oparłam się plecami o ścianę i przyciągnęłam nogi do klatki piersiowej. Ręka Mateusza, siedzącego obok mnie, zsunęła się z mojej nogi, więc splotłam razem nasze palce.
- Trzeba w końcu znaleźć ich drzewo rodzinne, bo to ciekawe jest - odparła Rose, siedząca na przeciwko mnie i Mateusza.
- Bo chodzi o to, że Kardaszianki są od innego ojca, a Jennerki od jeszcze innego? Zresztą nie wiem. Ta rodzina jest dziwna - powiedziałam stawiając wyraźną kropkę na końcu mojej wypowiedzi, tym samym kończąc temat, który zeszedł na niewłaściwe tory.
Nastąpiła chwila ciszy przerywana wrzaskami uczniów na korytarzu.
- A właśnie! - ożywił się Mateusz odwracając głowę w stronę Rozalii - W sobotę mam urodziny i robię domówkę. Oczywiście nie może cię tam zabraknąć. Wpadniesz?
Wyplątałam swoje palce z uścisku jego ręki i skrzyżowałam ramiona pod biustem.
- Pewnie - wzruszyła ramionami patrząc na mnie niepewnie - Mogę przyjść - zabrzmiało to bardziej, jak pytanie.
- Świetnie - skinął głową i odwrócił się w moją stronę - Hej, co jest? - zwrócił się do mnie.
- Nie przyjdę - ostrzegłam i wymierzyłam palcem wskazującym w jego klatkę piersiową - Dopóki nie powiesz mi, co chcesz dostać na urodziny.
Jęknął przeciągle odsuwając się ode mnie i chowając swoją głowę w dłoniach.

14 stycznia 2018

Rozdział 14 - Kłótnia na polu.

Nie masz zbrodni bez kary. Lecz jeśli szczera skrucha, zbrodniarzów Pan Bóg słucha 
~ Adam Mickiewicz "Lilie"

Leokadia Chmielnicka to osiemdziesięcio-sześcio letnia kobieta, której dzieci mają po pięćdziesiąt, a nawet sześćdziesiąt lat. Jej mąż zmarł dziesięć lat temu. W swoim życiu doczekała się wnuków, prawnuków i praprawnuków, ponieważ Ola (najstarsza prawnuczka Leokadii) w wieku piętnastu lat zaszła w ciąże i ma małego synka. Z czasem o staruszce zapomnieli wszyscy. Nie chorowała wiele, ale dla bezpieczeństwa najstarszy syn kobiety zatrudnił dla niej pielęgniarkę, która przychodzi trzy razy w tygodniu sprawdzać jej stan zdrowia. Stara kobieta sama powiedziała, że czekała w swoim domu tylko na śmierć. Nikt z rodziny jej nie odwiedza, jedynie raz do roku, w Boże Narodzenie zbierają się w jej domu, a raczej pod jej domem, aby podzielić się z nią opłatkiem. Co roku dzwonili do drzwi domu, ale staruszka nie otwierała nikomu, ponieważ spędzała Święta z kimś jej o wiele bliższym - z sąsiadami. Po trzech latach prób poddali się i jedyną osobą, która ma jakikolwiek kontakt z nią i jej "bliskimi" jest  pielęgniarka, której zabroniła informować swoje dzieci o jej zdrowiu. Leokadia zaprzyjaźniła się bardzo z tą młodą dziewczyną. Traktowała ją jak własną córkę, a dzieci sąsiadów uważali ją za babcię. Lena była jej ulubienicą. Cokolwiek Lena zrobiła było święte, jeśli ktoś na nią nakrzyczał miał do czynienia z panią Leokadią. To ona, według przekonań starszej kobiety, miała prawo do wszystkiego. Liczyła się tylko ona, przez co w dzieciństwie była strasznie rozpieszczona. Na dodatek była też jedynaczką. Pierwsze, co zawsze robiła po powrocie ze szkoły, gdy była młodsza, to szła do "babci". W skutek tego rodzice często kłócili się, że dziewczynka powinna przychodzić po powrocie ze szkoły od razu do swojego domu.

25 listopada 2017

Rozdział 13 - On jest gejem?!


Przyjdzie taka chwila, gdy stwierdzisz, że wszystko się skończyło. To właśnie będzie początek
 ~ Louis L'Amour

Kolejny dzień, który nie zaczynał się jakoś bardzo ekscytująco. Właściwie żaden się tak nie zaczyna.
Ponownie wracamy do mojego ulubionego miejsca na ziemi - szkoły.
Kolejna cudowna lekcja polskiego, matematyki, biologii i historii. Żyć nie umierać.
Tematem dzisiejszej lekcji histerii była Polska Rzeczpospolita Ludowa. Zapraszamy na niesamowity wykład pana Moreli i prosimy o wyciszenie lub wyłączenie telefonów komórkowych. Zaczynamy podróż w czasie.
- Zaczęlibyśmy od prezentacji, ale oczywiście jej nie wziąłem - zaczął lekcję histeryk, a moje piękne wprowadzenie poszło się gonić.
Na wstępie polecieliśmy z sytuacją ekonomiczną za czasów panowania PRL, nowymi granicami państwa, etapami historii PRL, dokonaniami i wystąpieniami Władysława Gomułki, procesem stalinizacji Polski, omówieniu plakatu propagandowego nawołującego do pracy, co to jest akcja "Wisła" i walka władzy z Kościołem katolickim.
Tyle zdążyliśmy. Oczywiście cały temat jest do omówienia na trzy lekcje, jak nie więcej. Zgodnie z wyliczeniami pana Moreli przerobiliśmy wszystko, co zostało zaplanowana na dzisiejszy dzień, a do dzwonka zostało pięć minut. Ewidentnie nauczyciel zdziwił się, że tak szybko wszystko przerobiliśmy. Nie chciał zaczynać nowego zagadnienia, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie zdążyłby.

27 października 2017

Rozdział 12 - Drogie panie, teraz macie dostęp do wszystkiego, czego tylko zapragniecie.

Bezradność i niezadowolenie to pierwsze warunki postępu 
~ Thomas Edison

- Że co? - spytała zaskoczona i ukucnęła łapiąc się z głowę - Wysłałaś te informacje na mojego maila?
- Chodźmy już - zignorowałam jej pytanie i zaczęłam ją poganiać - Idziemy do mnie.
- Do twojego domu mamy godzinę drogi - jęknęła, a jej ramiona opadły w dół, jakby utrzymywały jakiś niewidzialny ciężar.
- No już - pociągnęłam ją do góry stawiając na równe nogi - Mamy autobus.
Wskazałam palcem na ludzi stojących na przystanku niedaleko nas. Nie znałam rozkładu jazdy autobusów, ale wiem jedno, jeśli w jakimś miejscu zbiera się wielu ludzi oznacza to, że albo rozdają coś za darmo, albo przyjeżdża autobus, który zresztą również jest za darmo. Większej różnicy nie ma. Rozalia ożywiła się natychmiast i żwawym krokiem ruszyłyśmy dołączyć dużej grupy do przyszłych pasażerów. Oczywiście autobus musiał się spóźnić, zdziwiłoby mnie gdyby przyjechał punktualnie. Natomiast w nim, jednym słowem panował kocioł. Wszystkie miejsca siedzące były zajęte przez starsze osoby, a młodzież stała przytrzymując się metalowych poręczy na suficie. Wcisnęłyśmy się między panią z wózkiem, a dziewczynę ze słuchawkami na uszach. Co chwila ktoś pchał się na nas, a my za każdym razem czekałyśmy z nadzieją, że na kolejnym przystanku wysiądzie więcej ludzi. Ale wiecie jak to jest, im bardziej czegoś chcesz tym bardziej to się nie spełnia. W rezultacie, coraz więcej ludzi przybywało, niż ubywało.
Trzech chłopaków, na oko po dziewiętnaście lat, weszło z rozmachem do autobusu.

20 października 2017

Rozdział 11 - Mamy to?

W sercu każdej trudności spoczywa ukryta możliwość
~ Albert Einstein

- Mateusz - jęknęłam i oparłam czoło o blat stołu w bibliotece, wyciągając ręce przed siebie - Powiedz mi. Proszę - błagałam.
- Nie - odparł arogancko oparty o krzesło ze skrzyżowanym ramionami na piersi.
- Proszę cię nie zaczynaj znowu. Nie bądź uparty - owinęłam ręce wokół jego ramienia uwieszając się na nim.
- Powiedziałem, że nic.
Ja mu zaraz coś zrobię, gwarantuję.
- Mateuszu Aleksandrze dwojga imion pytam po raz ostatni, inaczej ten związek nie przetrwa dłużej niż kolejnych pięciu minut - zagroziłam przybrawszy poważną minę, a ten dupek uniósł w górę jeden kącik ust próbując się nie roześmiać - Co chcesz dostać na urodziny?
Zacisnął wargi w wąską linię i  skierował głowę w moją stronę "patrząc" mi prosto w oczy.
- Już wiem! - wykrzyknął w miarę cicho szczerząc się do mnie i szepnął - Nic.
- Mateusz do cholery jasnej pytam się ciebie dziesiąty raz, co chciałbyś dostać na urodziny. Bo nie chcę kupić czegoś, co nie będzie ci potrzebne. Zrozum to chłopie.
- To nic mi nie kupuj i po problemie - wzruszył ramionami, a ja odsunęłam krzesło, aby wyjść. Moja cierpliwość też ma granicy, ale wtedy on złapał mnie za ramię i posadził znowu na poprzednim miejscu - Nie chcę nic od ciebie, nie wydawaj na mnie pieniędzy. Niczego nie potrzebuję. Wystarczy, że przyjdziesz i złożysz mi życzenia. Zrozum to kobieto - tłumaczył jak małemu dziecku.
- A chcesz może portfel? - zapytałam nagle.
- Nie chcę portfela - odpowiedział dobitnie.
- Wychodzę - znowu chciałam wstać i wyjść, lecz ponownie mi nie pozwolono.
- Gniewasz się na mnie? - spytał z westchnieniem i jestem pewna, że gdyby mógł to by przewrócił oczami.
- Nie - burknęłam obrażona.
- Czyli tak - już chciałam zaprzeczyć, ale on w porę kontynuował - Brak porozumienia generuje konflikt. Więc porozmawiaj ze mną, kochanie, o tym dlaczego jesteś zła, żeby uniknąć niepotrzebnej kłótni - uśmiechnął się czarująco wygłaszając swoją przemowę, jakby ćwiczył ją miesiącami.
- Jesteś nieznośny - westchnęłam. Uniósł pytająco brwi do góry i ze sztucznym zdziwieniem wskazał kciukiem na swoją klatkę piersiową.
- Że niby ja? - zapytał zaskoczony, chcąc się upewnić, a nie słysząc odpowiedzi roześmiał się - Chcę dojść do porozumienia. Wiem, co będzie kolejne. Później zaczną się fochy, dramaty i boczenie się na mnie. Bo nie domyślę się, o co ci chodzi - otworzyłam usta, ale jego palec wskazujący uniósł się gwałtownie w górę uciszając mnie kolejny raz - Znam te wasze kobiece triki: "Powiem mu nie, a "nie" znaczy tak.". Potem myślisz sobie: "Nie powie mi, co chce dostać na urodziny, bo pewnie mnie już nie kocha! Zdradza mnie z dziewczyną , która przynosi mu lepsze prezenty niż ja. Może jestem za gruba i już mnie nie chce, bo zauważył, że przytyłam chociaż mnie nie widzi?". Jeszcze później zostanie wykonany telefon i zwołane kółko różańcowe w twoim salonie snujące to nowe teorie na temat mojej domniemanej zdrady, z czego ty skończysz z pudełkiem lodów pod kołdrą wypłakując hektolitry łez i oglądając komedie romantyczne, przeklinając głównych bohaterów i krzycząc, że faceci to świnie. Koniec końców, gdy tylko będę chciał dojść ponownie to wygenerowania porozumienia, ty oświadczysz mi, że to koniec i mam spadać na drzewo, a wszystko przez głupi prezent!
Przewróciłam oczami opierając brodę na rękach i czekałam, aż monolog się skończy.
- Więc słuchaj mnie uważnie. Spróbujesz kupić mi jakikolwiek prezent, a ten związek będzie skończony - oświadczył oficjalnym tonem.
- Świetnie - mruknęłam - Wychodzę.
- Gdzie ty się wybierasz? - zapytał ostro przytrzymując mnie w talii, kiedy stałam już na nogach.
- Na historię - powiedziałam, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie - Jesteśmy w szkole, więc gdzie mam iść, jak nie na lekcje?
Ramiona Mateusza oplatające mnie w talii ustąpiły, a ja pocałowałam go szybko na pożegnanie.
- Pamiętaj o tym, co powiedziałem - ostrzegł.
- Jasne - rzuciłam obojętnie - Wpadniesz dzisiaj?
- Przyjdź do mnie. Dom jest wolny, jeśli Jakub wychodzi.
- Znając nasze szczęście to będzie jeden z tych nielicznych dni, kiedy zostanie w domu.
- Pewnie tak - oparł swoje czoło o moje - Ale zawsze można powiedzieć mu o naszych planach, wtedy myślę, że sam wyjdzie.
Odsunęłam się od niego jeszcze raz szybko składając pocałunek na jego wargach.
- Lecę - oświadczyłam i wybiegłam z biblioteki na lekcje.
Dzwonek dawno już dzwonił, ale zawsze można powiedzieć, że bibliotekarka mnie zatrzymała. Z tego tytułu, że jestem nieliczną osobą wypożyczającą systematycznie książki w tej bibliotece mam tam znajomości. Można zawsze powiedzieć, że pani Basia chciała, abym poleciła jej kilka nowych lektur jakie czytałam, w celu zrobienia artykułu na stronie biblioteki na Facebook'u. Mateusz nie ma tego problemu. Powie, że na korytarzu był ruch i wolał to przeczekać.
Zawsze trzeba mieć jakąś dobrą wymówkę.

13 października 2017

Rozdzial 10 - Przystojny kelner, niestety ofiara losu.

Podejście jest tą małą rzeczą, która robi dużą różnicę. 
~ Winston Churchill


Następnego dnia w szkole nie działo się nic nowego, jedynie na stare śmieci wróciła Zuzia i słuchała trajkotania Ani, o tym jaka to ona jest nieszczęśliwa. Ludzie, którzy mają prawdziwe problemy ukrywają je w sobie, a ci co ich nie mają próbują je sobie wytworzyć i afiszują się z nimi, takie jest moje zdanie. Ale ładnie to wymyśliłam. Tak czy siak, klasa dalej pozostała podzielona na kilka grup, a nawet osoby z jednej grupy zagarnęły do niej kilka z innej. Patrząc na to przypominają mi się zabory, nie że brałam udział, ale zwykle żywo opowiadał o nich pan Morela. Było na to jakieś fajne określenie... niech no ja tylko... już wiem!
Tu każdy orze jak może i kogo może.
Poza dramatami z życia szkolnego, Rozalia zaproponowała, żebyśmy wybrały się dzisiaj do nowo otworzonej kawiarni. Oczywiście powód, dla którego się tam wybieramy jest dosyć oczywisty.

Ostatni sprawdzian przygotowujący nas do matury z matematyki zaprojektowany przez naszego nauczyciela powiedziawszy wprost - poszedł do bani. Pan Tomek Kąsek stał na środku klasy z plikiem kartek w ręku i patrzył na nas zawiedzionym wzrokiem.
Problem z matematyką jest taki, że większość uczniów jej nie rozumie. Dwóch na dziesięciu będzie czuło się najlepiej w tym przedmiocie, ja na szczęście należę do tych dwudziestu procent. Matematyka wymaga myślenia i logicznego podejścia do zadań. Problematyczne tutaj jest jedynie to, że na przedmiotach humanistycznych można lać wodę, a w matematyce jest wynik, który jest poprawny i musi wyjść każdemu taki sam. I tu już jest kłopot, który polega na tym, że nie wszystkim poprawny wynik wychodzi. Zwykle jest tak jak mówią: Poszło zbyt łatwo? Na pewno coś jest nie tak. Taka jest brutalna prawda. 
Wracając do testów.

9 października 2017

Piekny cytat

"Ten, kto nie spodziewa się mieć miliona czytelników, nie powinien zabierać się do pisania"
Johan W. Goethe

Dzięki wielkie za 11 600 wyświetleń, lecimy dalej i czekamy na waszą aktywność w sekcji komentarzy. 
Do piątku
PS: piątkowy rozdział zawiera lekcję z nauczycielem matematyki, mam nadzieję, że go polubicie, bo jakby nie było matymatyka to ten najważniejszy przedmiot, no nie? ;)
Kogo ja oszukuję...
Jakby coś, to ja w klasie politechnicznej jestem, gdyby ktoś miał głębokie rozważania na ten temat.
Ashley x

6 października 2017

Rozdzial 9 - Pamietnik.

Choć nikt nie może cofnąć się w czasie i zmienić początku na zupełnie inny, to każdy może zacząć dziś i stworzyć całkiem nowe zakończenie. 
~ Carl Bart


- Że jak? - wydukałam. 
Co ma znaczyć "pochowany żywcem"?! Ludzie szanujmy się, niby w jakim stopniu to może być prawda?
Gabriel odwrócił wzrok wpatrując się w jeden wybrany punkt i zaczął swoją opowieść. Wyjaśnienia w tym momencie są jak najbardziej na miejscu. 
- Tego dnia mój ojciec dostał zwału. Byłem z nim sam w domu i nie podejrzewałem, że może mu się cokolwiek stać. Siedział na fotelu i jadł kolacje jak każdego wieczoru, a to... to wydarzyło się tak nagle. Przyjechała karetka. Dość szybko położyli go na nosze... byłem w takim szoku, teraz pamiętam to jak przez mgłę. Zabrali go, a ja wsiadłem na motor i pojechałem jak najszybciej się dało do szpitala. Kiedy dojechałem na miejsce dowiedziałem się, że wzięli go na stół operacyjny i robili mu koronarografię. Pozostało mi tylko czekać. W takich sytuacjach każda minuta dla ciebie to godzina. Niestracenie panowania nad sobą jest sztuką. 

28 września 2017

Rozdzial 8 - Klasowa drama.

Edukacja – to okres, w którym jesteś nauczany przez kogoś, kogo nie znasz, o czymś, czego nie chcesz wiedzieć.
Gilbert Keith Chesterton

Zostało naprawdę mało czasu do egzaminów końcowych i profesorzy uznali, że przyszedł czas nas pognębić i dobić.
Żartuję.
Dobrze wiem, że oni wszyscy... no dobra większość, starają się jak mogą, abyśmy napisali maturę na sto procent naszych możliwości.
To już zupełnie inny poziom. To ty odpowiadasz za to, co się stanie. Przed nami jeden z najważniejszych egzaminów w życiu. Trzeba dorosnąć, żeby zrozumieć, że nie piszesz go dla rodziców, nauczycieli tylko dla siebie.
Generalnie belfrzy robią z nami powtórki materiałów, testy przygotowujące i wiele innych... wiele innych to za małe porównanie. Wszyscy jesteśmy lekko zestresowani i chyba nie jest to nic dziwnego. Oczywiście jak zawsze uczniowie dzielą się na dwie grupy. Pierwsza, która przygotowuje i uczy się tak długo jak tylko może i druga, która ma na to wywalone i daje z siebie minimum z minimum, aby tylko zdać lub też i nie. Ja należę zdecydowanie do tej pierwszej grupy.
Poniedziałek zaczęłam wychowaniem fizycznym, matematyką, następnie godzinka angielskiego, a teraz siedzę na lekcji historii i przysłuchuję się prowadzonej dyskusji odnoszącej się do zabójstwa prezydenta Kennedy'ego.

23 września 2017

Rozdzial 7 - Domowka.

Im mniej człowiek wie, tym łatwiej mu żyć. Wiedza daje wolność, ale unieszczęśliwia.
Erich Maria Remarque

Po poniedziałkowym zajściu otrzymaliśmy zakaz zbliżania się do siebie na nie mniej, niż dziesięć metrów. Rodzice próbują nas odseparować od siebie tak daleko, jak to tylko możliwe. Nie mówię, że jakoś bardzo ubolewam nad tym faktem, ponieważ odizolowanie od brata wychodzi mi na lepsze.

Czuję się bardziej wypoczęta, pełna energii, odstresowana, ładniejsza, bardziej rześka, świeża, oczyszczona z negatywnej energii, a przede wszystkim czysta.
A tak już bez ściemy, czuję się tak samo. Nic się nie zmieniło. Jedynie w naszym domu panuje spokój.
Nie widziałam Alana pięć dni, jednak nie mógł długo beze mnie wytrzymać i objawił mi się szóstego dnia. Kiedy robiłam sobie maraton ulubionego serialu.
W trakcie trzeciego odcinka do pokoju wtargnął bez pukania On.
- Idziemy na imprezę - oznajmił po wejściu do pomieszczenia, a słowa, które wypowiedział w jego ustach zabrzmiały, jak obelga.
Ustał na środku mojego pokoju przyglądając się wszystkiemu uważnie, jakby był tu pierwszy raz w życiu.
Spojrzałam na niego, a następnie wróciłam wzrokiem do komputera. Nie mam czasu na głupie gierki. Musze wiedzieć jak potoczą się dalsze losy Cassie i Adama.
- Wyjdź - rozkazałam, nie zwracając już na niego uwagi.
- Słyszałaś, co powiedziałem? - zdenerwował się.
- A ty słyszałeś, co ja powiedziałam? Weź swoje ogromne ego i swój tyłek za drzwi tego pomieszczenia! I zapukaj, na miłość Boską.
Spojrzał na mnie nie dowierzając, a ja odwzajemniłam się ostrym jak nóż spojrzeniem. Myślał, że to żart? No niestety.
Uniosłam brew w oczekiwaniu. Zobaczymy, kto dłużej wytrzyma. Mierzyliśmy się wzrokiem, dopóki nie uświadomił sobie, że to on czegoś ode mnie chce i teraz on musi się przede mną płaszczyć. Rozzłoszczony wyszedł za drzwi i zapukał albo bardziej zawalił swoją ogromną łapą w ich powłokę i nie czekając na magiczne "proszę", wparował ponownie do pokoju. Był jeszcze bardziej wściekły, niż kiedy tu przyszedł.

15 września 2017

Rozdzial 6 - Rewanz.

Niech dobry Pan błogosławi twoją duszę, bo ja już przekląłem twoje imię. Nieważne, którą pójdziesz drogą zemsta i tak cię dosięgnie.
~ Bruno Mars

Jeżeli Alan myśli, że mu odpuszczę to, co zrobił w piątkowy wieczór. To jest w dużym błędzie, bo miarka się przebrała.
Szykuję zemstę.
Zachowuję się dziecinnie, ale raz na jakiś czas dzieckiem trzeba się poczuć, żeby nie zwariować.
Problem w tym, że nigdy nie robiłam czegoś takiego. Byłam przyzwyczajona, że zaczepki Alana należy ignorować. Reagowanie równało się jego satysfakcji, a on nie mógł jej czuć.
Wtedy wygrywał, a on nie mógł wygrać.
Jeden fałszywy ruch i zwierzę rzuca się na ofiarę, nie pozostawiając na niej suchej nitki. W tej walce trzeba być wytrwałym do samego końca. To niebezpieczna gra. W sekundę możesz stracić to, co najważniejsze - honor i dumę.
Od piątku wytworzyła się we mnie niepohamowana chęć mordu. Byłam żądna krwi, dlatego mam zamiar dać Alanowi nauczkę. Taką, której nie zapomni. Nie tylko za piątkową kolację.
Piątkowy wieczór był tylko kroplą, która przepełniła czarę.
Zemszczę się za wszystkie lata, jednego dnia. Długo myślałam jak mogę to zrobić. Musiałam także przemyśleć kwestie bezpieczeństwa. Nie mogę wypastować mu podłogi pod łóżkiem, żeby się przewrócił, bo jeszcze uderzy głową w kant szafki nocnej i cała zabawa skończy się szpitalem. Trzeba zrobić to z głową. Jest bardzo prawdopodobne, że rodzice się o wszystkim dowiedzą i to ja będę miała przerąbane. Ale warto zaryzykować dla tej niezapomnianej chwili, kiedy Alan zwyzywa mnie najbardziej niecenzuralnymi słowami w jego słowniku.
Powołałam się na porady zamieszczone w internecie. Okazało się, że nie ja jedyna posiadam
brata-idiotę. Zainspirowana kilkoma pomysłami zmodyfikowałam je tworząc plan idealny, który nie ma bata, musiałam zrealizować w nocy, kiedy mój braciszek będzie spał. Dodatkowo najlepiej, żeby była to noc, po której musiałby iść do pracy. Po pierwsze, byłby pod presją czasu. Po drugie, przejmowałby się, że musi wyjść w takim stanie do ludzi. Po trzecie, Alan w sobotę zazwyczaj nie wraca na noc do domu, a jak już raczy wrócić, to wracają tylko jego zwłoki.
Także idealnym terminem, którym wybrałam jest niedzielna noc, czyli dzisiejsza noc.
Żeby cały plan poszedł sprawnie, musiałam wybrać się na zakupy. Potrzebowałam kilku rzeczy.

12 września 2017

Rozdzial 5 - Nie jestem w ciazy!

Nienawiść to miłość, która poszła złą drogą.
~ Lucy Maud Montgomery

Minęło kilka dni od spotkania nad jeziorem. Od tego czasu nie rozmawiałyśmy z Rose na temat naszego śledztwa. Starałyśmy się żyć dalej, ale jak można żyć dalej ze świadomością, że wśród naszych znajomych jest morderca.
Wracałam ze szkoły po męczącym dniu, a już po dwudziestu minutach znajdowałam się na podjeździe mojego domu.
Nie jest on wielką willą czy rozwalającym się domkiem z drewna. Po prostu jest normalnych rozmiarów budynkiem z grafitowym dachem i białą elewacją. Ma jedno piętro. Na parterze znajduje się przestronny salon, jadalnia, kuchnia, mała łazienka, pokój gościnny i garaż. Natomiast na górze znajdują się trzy sypialnie, duża łazienka i garderoba rodziców. Jedna sypialnia należy do mnie, druga do mojego starszego brata, a trzecia do rodziców i jest ona połączona z garderobą.
Rozpoczęłam swoją wspinaczkę po schodach prowadzących na mały ganek. Nie musiałam wyciągać kluczy, ponieważ moja mama jak zawsze jest w domu, gdyż codziennie kończy pracę o czternastej. Chyba, że nadejdą jakieś zmiany w jej grafiku, ale wtedy nie omieszka nas o tym poinformować.
Tak czy inaczej weszłam do domu z krzykiem, który jest nieodłączną częścią mojego dnia.
- Wróciłam! - zajęłam się zdejmowaniem butów i całego asortymentu zimowego, po czym udałam się w stronę salonu.
- Cześć. Jak tam w szkole? - zapytała moja mama, kiedy ustałam w progu i podniosła na mnie wzrok z nad książki, którą właśnie czytała. Wzruszyłam ramionami, a szkolna torba spadła z hukiem na podłogę.
- To co wczoraj - odpowiedziałam - Jak tam w pracy?
- Te dzieciaki doprowadzają mnie do szewskiej pasji - zaśmiałam się, a ona przybrała na twarz grymas niezadowolenia.
- Taki los przedszkolanki - stwierdziłam siadając na kanapie obok niej i podciągnęłam kolana pod brodę - Nigdy nie będę pracować z dzieciarnią. To przykre się tak marnować...
- Dzięki za wsparcie, córko - powiedziała z sarkazmem, na co poklepałam ją delikatnie po ramieniu w geście wsparcia duchowego. Zapanowała chwila ciszy, którą przerwała mama - Długo nie widziałam Mateusza. Mogłabyś go zaprosić do nas na obiad albo kolację. Zawsze jak już tu jest zamykacie się w pokoju i oddajecie upust swoim emocjom - rzuciła oskarżającym tonem. Otworzyłam szeroko oczy na tą sugestię z jej strony.
- A dokładniej rozmawiamy - poprawiłam ją, na co przewróciła oczami.
- Jasne - prychnęła - Też byłam młoda - przypomniała i zastanowiła się nad czymś chwilę - Wiesz co? Dzisiaj jest piątek, zrobię kolację i zaprosimy Mateusza. Wreszcie zobaczę swojego przyszłego zięcia - odparła szczęśliwa.
- Na razie nie dał mi pierścionka, więc wstrzymaj księdza i zamówienie na suknię ślubną.
Moja mama pokochała Mateusza, kiedy tylko go zobaczyła, co prawda na spotkaniu z moimi rodzicami był szarmancki, grzeczny i popisał się kulturą osobistą. Zrobił idealne pierwsze wrażenie, czym zdobył serce mojej mamy. Gorzej było z tatą, który przez pierwsze miesiące naszego związku trzymał go na dystans. Jego okres próbny wobec Mateusza zakończył się, gdy podczas rodzinnego grilla ojciec zagroził mu "Tylko spróbuj spojrzeć na inną!", na co Mateusz odpowiedział "Bez obaw. Adelajda, jest jedyną osobą, którą widzę u swojego boku za kilka lat. W związku z tym, że nie widzę jest to pewniak, że nie spojrzę nigdy na inną. Mogę to panu zagwarantować". Atmosfera zgęstniała, ale w końcu tata się przełamał, poklepał Mateusza po plecach i od tego czasu mój chłopak jest częścią rodziny.
Dla mamy przyszłym zięciem, a dla taty chłopakiem jego córki.
Na razie jest dobrze tak, jak jest.

19 sierpnia 2017

Rozdzial 4 - Jak dobrze znamy naszych przyjaciół?

Z zabijaniem tak już jest, że dopóki się tego nie zrobi,nigdy nie można mieć pewności, czy jest się do tego zdolnym.
   ~ Rick Yancey 

*Retrospekcja*
- Esencja piękna i seksapilu - powiedziała nagle zachwycona Pola.
Nareszcie opuściłyśmy cztery ściany mojego pokoju, od kiedy moja kuzynka wpadła do mnie na ferie zimowe. Nie czułyśmy silnej potrzeby spacerowania przy temperaturze, która poszczycić się mogła tym odpowiadającym na Alasce. Jednak mojej mamy nie mogłyśmy długo oszukiwać i w końcu wyrzuciła nas za drzwi polecając, abyśmy coś ze sobą zrobiły.
Może nie mieszkam w dużym mieście i nie mamy kina, a jedynym miejscem gdzie nastolatkowie spędzają ferie i czas wolny jest McDonald, to nie możemy narzekać, ponieważ możemy pochwalić się lodowiskiem. I to tutaj zabrałam Polę.
Z przyczyn oczywistych.
- Co? - zapytałam marszcząc brwi skonsternowana. Jeździmy w ciszy, aż nagle ona się odzywa i nie raczy wytłumaczyć, o co jej chodzi.
- No pacz - wskazała palcem na trybuny, na których siedział chłopak w naszym wieku.
- Że niby on? - zapytałam retorycznie.
- A widzisz jakiegoś innego? - zdenerwowała się, a ja uśmiechnęłam się nieznacznie. W tym jesteśmy do siebie podobne. Jeśli musimy tłumaczyć coś komuś dłużej niż jest to wymagane, ogarnia nas niepohamowana irytacja.
Ale faktycznie na trybunach siedział tylko on. Opierał się o krzesełko sprawiając wrażenie bardzo zrelaksowanego. Zbiły mnie z tropu jego okulary przeciwsłoneczne. Trzeba przyznać, że nie był brzydki, ale kto normalny siedzi w okularach przeciwsłonecznych w zadaszonym pomieszczeniu?
Reflektory oświetlające lodowisko, aż tak go rażą?
Powoli zbliżałyśmy się do miejsca, gdzie siedział, a ja miałam wrażenie, że skądś go kojarzę.
- No i co? - wzruszyłam ramionami odwracając wzrok od chłopaka wbijając spojrzenie w lód.
- Niezły jest! - podekscytowała się, a ja prychnęłam pod nosem.
- W twoim mniemaniu, każdy chłopak, którego spotykamy jest przystojny - prychnęła.
Zauważyłam, że jesteśmy już kilkanaście metrów od obiektu naszego zainteresowania.
Wtedy go rozpoznałam i rozchyliłam lekko wargi.
Mateusz Alichniewicz.